Mou, kya i wogle
(W bloku naprzeciw panowie obierają z płytek podjazd i przyjechali z radiownią własną. Na moje osiedle mi będą z umcykiem przyjeżdżać?! Łiii, podkręcam OSTa z The Second Raida XD)
Dziecko miało sen. Sen ten uświadomił mu, że nie dość, że gwiazdka jest ruchoma i w tym roku obchodzimy ją dzisiaj, to jeszcze zaraz po tej gwiazdce musi iść do szkoły... I w tym momencie dziecko zlane potem obudziło się, wydarło w niebogłosy i stwierdziło, że rzeczywiście. Jutro 1 września!
Nie, żeby mnie to przerażało. Nie, żebym całkiem sama musiała znaleźć się w dużej szkole. No bo ja nie wiem, jak wygląda moja klasa i w którym kącie mam stanąć... Ale to się da rozwiązać - wydrukuję sobie na samoprzylepnej karteczce (względnie na naprasowance) "1e - część zgubiona". I na czole przyczepię. Może się kto zlituje. Ale mou, nie, żebym musiała się przedstawiać przez najbliższy miesiąc _^_ I jak ja mam wypaść elytatarnie i ęteligętnie z takim nazwiskiem? ^^"
Zagubiona Katuś ma w ogóle wiele problemów egzystencjalnych. Bo czy lepiej zostanie odebrane założenie długaśnej przyległej czarnej spódnicy, czy długaśnej luźnej białej? A może długaśna to w ogóle pierwszoklasistce nie przystoi? A czy to normalne, że oni ode mnie chceli tylko świadectwo? Nie powinni chcieć jakichś kart zdrowia? Dowodów zameldowania czy łotewer? ^^" A czy ja też będę jedyną niezmalowaną panną w klasie? A może trzeba się jutro zmalować czy coś, to nie będę się w oczy rzucać?
I do tego nie mam zwolnienia z biegów na ten rok... A zanim coś się wymyśli (czytaj - pójdzie do lekarza w innym celu i w tym samym czasie napomknie coś o trudnościach z oddychaniem inaczej niż ustami, a to do zoperowania przecież dopiero po 18 i dziecko się męczy na biegach bo się dusi XD) to już sezon jesienno-biegowy przeleci. A jak wiadomo licea nie mają takich boisk jak te nasze i biega się po ulicach, na widoku.
Kya! Ja nie mam butów do szkoły ^^" I skończy się na tym, że dnia drugiego września zaprezentuję się w wysłużonych, dwuletnich tenisóweczkach. Jejku. I ja nie mam podręczników. A jak w liceum trzeba mieć podręczniki od razu, a ja o tym nie wiem?
A kiedyś śniło mi się, że mi kazali na polskim pierwsze wypracowanie napisać. I że się postarałam. I że zostało odczytane publicznie. Jako najgłupsza rzecz widziana przez nauczycielkę. I że dostałam dwa mnieeej ^^""""""""""
(A panom się skala w radyjku samochodowym chyba skończyła. Ha, a ja mam jeszcze drugie tyle XDDDD Nawet nie spodziewałam się, że mam aż tak dobre głośniki XD)
Ale jedna myśl mnie pociesza. W sali, w której pisałam 'egzamin' były pojedyncze ławki. Jeśli we wszystkich są, to problem usiąścia z kimś wykluczony ^^
(Panowie potulnie zamknęli samochód i zgasili radio. Kto inny zaczął grać. Tak, to wojna jest!)
A jak w całym zamieszaniu o mnie zapomnieli, i nie uwierzą, że ja też do tej klasy? ^^" Mou no!
(Tak, nowy lay, tak betewu)2005-08-31 o godzinie 18:44:07
skomentuj (6) Wakacyjnie, słonecznie i takie tam...
Notka ta ma być długa. Jak na tę chwilą przynajmniej. Co wyjdzie? Nie wiem. Tak czy inaczej na 'rozdziały' podzielę. Według piosenek na w ostatniej chwili przed wyjazdem nagrywanej płytce oczywiście.
Angela: Asu e no Brilliant Road (Stellvia of the Universe)
Od początku zaczynając - rok szkolny się skończył. No i gimnazjum się skończyło. Jak powszechnie (?) wiadomo, dziecko aspiracje na anglojęzycznego Kopernika miało. Pisało więc egzamin, potem ustny zdawało. Oprócz tego, że wybaczyć sobie jednego banalnego błędu nie może, to pisemny ciekawy nie był. Za to ustnyyy... Katuś nie dość, że się spóżniła i zgarnięta została do innej sali (co potem zamieszaniem zaowocowało, bo się zgubiła kandydatka, która przecież wreszcie dotarła i jeszcze przed chwilą tu była XD), gadała bez ładu i składu sama nie pamięta co, no i na koniec uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia, jak w języku tym egzotycznym brzmieć może 'do widzenia'. W głowie kłębiły się jej 'do widzenia' polskie, japońskie, francuskie, niemieckie... Próbując sobie przypomnieć angielskie pakowała legitymację do torby aż do czasu, gdy egzaminatorka pożegnała się pierwsza XD
Tak czy inaczej, po przejściach różnych dziwnych, dziecko obdarzono 14 punktami za język i przyjęto do szkoły. Co ciekawe, przyjęto również podstawówkową koleżankę z ławki z czasów tzw 'nauczania początkowego', jeszcze na Bemowie. Do innej klasy, ale zawsze raźniej ;P
Uczennicą klasy pierwszej e jest dziecię teraz. Okropność, każda znana mu e była niezbyt inteligentną, a nawet nie do końca inteligętną klasą... Do tego nie jest już ono jedną z najlepszych uczennic, a według liczby punktów trzecią od końca ^^'' Pozbawiło się też zgrabnie swojej dotychczasowej domeny, czyli angielskiego XD Pozostaje chyba jedynie harakiri?
Za to czuję się jak elyta, dziś czytałam kolejny artykulik na temat mej szkoły nowej, tym razem nie na głównej stronie Wyborczej, a w Newsweeku XD W Sowińskim, szkole trzeciego wyboru, może i byłabym najlepsza (wynik mój punktowy przewyższał maksymalny w tamtejszej humanistycznej XD), ale to nie ten prestiż jednak... ;P
Tanaka Rie: Shizuka na yoru ni (Gundam Seed bodajże)
W międzyczasie w szkole przedstawienie było. Kółkowe. Innymi słowy - kółkowiczka Katuś w dniach ostatnich szkoły zamiast radośnie hasać wokół nadwiślańskiego ogniska, popijając różnego rodzaju trunki i kotłując się z przedstawicielami płci przeciwnej po piasku, w szkole siedziała obsługując wielgachną konsolę i puszczając zeń różnego rodzaju leśne odgłosy. Ewentualnie testując mikrofon, drzewka sklejając lub ratując resztki zszarpanych nerwów czy zszarpanej choinki. Tak, to ta Świtezianka, jakby ktoś wiedział, o co chodzi ;)
A potem było latanie z dyplomami, odbijanie, wystawianie nowych na miejsce w dziwnych okolicznościach zaginionych, podpisywanie... A jeszcze bardziej potem okazało się, że dyplomy psu z kulawą nogą potrzebne do szczęścia nie są XD Następnie okazało się, iż dziwnym zrządzeniem losu klasa trzecia be ma niepodpisane kopie świadectw, co trzeba naprawić bezzwłocznie i uprasza się o ponowne ich dostarczenie XD
Do As Infinity: Rakuen (Inuyasha - Guren no Houraijima), aktualnie najulubieńsza piosenka katusina
Po przejściach szkolno-szkolnych, znaczy się - ze szkoły do szkoły przejściach, przyszły wakacje. Perspektywa samotnego siedzenia przed wlasnym monitorem szybko pierzchła. Zarówno siedzenia przed własnym, jak i samotnego. Ale po kolei.
Katuś dostaje pewnego dnia telefon. Zostaje zaproszona przez ciocię do Świecia nad Wisłą niejakiego (które właściwie leży nie aż tak blisko Wisły... ciekawe, czemu nie mówi się Warszawa nad Wisłą?) pod Grudziądzem, lub Bydoszczą, jak kto woli. Kuzynka otóż wraz z rodziną wyjeżdża do Norwegii i mogłyby razem popilnować domu, przy okazji odpoczywając od stolycy. Bohaterka nasza, nieco skłócona wtedy z komputerem z osobistych powodów, zgodziła się od razu. Potem okazało się, że komputer jest, internet jest (choć początkowo wyglądał i zachowywał się jak zwyczajny modem, szybko okazało się, iż jest to modem specjalny, na abonament, szkoda tylko, że rozłącza się przy każdym telefonie...). Tak też notka ta sponsorowana jest przez Netię i jej usługę wspaniałą, dającą dostęp do sieci nieograniczony...
Pod nogami Katuś ma gabinet lekarski, dentystyczny i ogólnie całą przychodnię. Za oknem punkt sprzedaży kurcząt, za drugim oknem przedwojenną kamienicę niemiecką, na której schodkach bezrobotni mieszkańcy całe dnie przesiadują i wrzeszczą, kurwami rzucając na lewo i prawo do mocno nieletnich dzieci. Za trzecim oknem rozciąga się widok na Chełmno, miasto bardzo warszawskie, wnioskując po murach z sił całych kibicujące Legii. Gdyby nie dach tej części przychodni, która wystaje, widać by było również pomniczek upamiętniający masową egzekucję, przeprowadzoną w tym miejscu w roku 39... Może pierwszej nocy wcale nie wydawało mi się, że ktoś chodzi po mieszkaniu? ^^''
Dziecko poznaje swą rodzinę. Tę, o której nie miała pojęcia. Tę, która o niej pojęcie miała mgliste, znając ją jako "córkę Marka", lub tę, która ze względu na posturę wygląda młodziej niż główna zainteresowana, mimo to utrzymując, że pamięta jak 10 lat temu Katuś jeździła nieudolnie na czerwonym rowerku XD
Mikuni Shimokawa: Sore ga ai, deshou? (Full Metal Panic? Fumoffu!)
Poznało dziecko również Bestię, znaną też jako Maks, uroczy owczarek podhalański. Uroczy może i jest, ale jednocześnie nie do końca wychowany... Wyprowadźcie coś takiego na spacer... ^^'' Cała prawa strona ciała nieco bolała dnia następnego, po tym, jak całą siłą odciągało go dziecko od gąski. Czy kaczki. Mimo, że w trakcie odciągania psu ubliżało, że zachowuje się jakby jeszcze czegoś takiego nie widział, nie rozróżnia samo XD
*switching to Katuś' POV*
Widziałam wylęgarnię kurcząt! I pisklaczki! I nawet jednego trzymałam przez chwilę. A potem trzymałam kaczuszkę maleńką, ale tak spanikowała, żem ją niemal upuściła XD I owce widziałam... Jak im wlazłam do zagrody wiedziona ciekawością i chęcią pomacania stwierdziły, że mam jeść i omal mnie nie stratowały. Po czym odkrywszy, żem je oszukała, pouciekały i nie dały się tknąć XD
Z powodu zwierzątek nieco kręciłam się nocami... Bo co ma dziecko biedne zrobić, widząc pajączka nad głową swą, i mając do dyspozycji jeszcze jeden wolny pokój? Tylko i wyłącznie przekopać cały ten pokój, i nie uświadczywszy pająka żadnego prócz tego, co wyszedł w międzyczasie na korytarz (wybiegłam za nim, ale mimo klapeczków na nogach nie mogłam się zdecydować na zdeptanie, ze strachu, nie z pobudek humanitarnych oczywiście) i zniknął w czeluściach mroku, położyć się tam. Tak więc kilka godzin, jedno przekopanie pokoju, dwa pająki na korytarzu i jeden napad histerii, połączony z 'ja chcę do domu, do mamyyy' później mogłam iść spać raz jeszcze XD
Inna pajęcza historia wiąże się z kawiarnią, ulokowaną malowniczo w Krzywej Wieży toruńskiej. A dokładniej z jej toaletą. Taką zacinającą się kabiną, po której radośnie wędrował długonóżek. Moje zabiegi na celu mające wydostanie się jak najszybsze szczęśliwie dość rzucały się w oczy - drzwi zostały mocno pociągnięte z drugiej strony i otworzone XD
Maaya Sakaamoto: Hemisphere (RahXpheon)
Co zabawne, przywiozłam ze sobą dwa opakowania płytek, 9 serii czy ileś, i niemal nic nie obejrzałam XD A to płyty nie czyta, a to się wiesza... biorąc pod uwagę, iż na kompiku wisi instrukcja, co i jak w przypadku problemów (którą to instrukcję natychmiastowo wyśmiałam, zarówno ze względu na zawarte informacje, jak i ciekawy zabieg ortograficzny)... W salonie zaś wypatrzyłam sprzęcik, który obsługuje nie tylko DVD, ale też, jak twierdzi napis na nim, format divX. Nie chciałam się z nim kłócić co do adekwatności tego terminu, wsadziłam płytki grzecznie. Odtwarza, ale tylko te, co nie potrzebują specjalnych, udziwnionych kodeków, w postaci matroski na ten przykład XD
Czy wspomniałam już o skomplikowanym procesie dbania o higienę? Przed myciem należy bowiem, według wiszącej karteczki z instrukcją, 'wdusić' przycisk 'hot water'. Ciepłej wody bieżącej niestety nie ma, ogrzewania samego z siebie też nie. W końcu budyneczek to dawna wylęgarnia XD
Ali Project: Apres le noir (Noir)
Katusine wakacje tu się nie kończą. Wybiera się jednodniowo na zjazd forumowy podwarszawski, a potem do Aluś, o! Jeszcze nie wie co, jak, kiedy i na jak długo, ale wybiera się i kropka XD
Na koniec rzucę jeszcze morałem. Otóż czasami warto poświęcić ten tzw 'honor'. Bo w ten sposób można wyjaśnić dziwne nieporozumienia ^^'' Tak czy inaczej - szczęśliwa.
2005-08-01 o godzinie 22:05:45
skomentuj (2) Cóż mogę rzec?
Chyba tyle, że z przyjaciółmi to tak jak ze zwierzątkami. Nie warto, bo się człowiek za bardzo przywiązuje. A potem tylko *pyk*. I nie ma śladu. Przynajmniej na zewnątrz. Ale zagłębiać się nie będę. Mam ważniejsze sprawy niż rozwodzenie się nad głupotami i zamiaru się poniżać to ja teraz nie mam.
Dziecko nie ma netu. Tzn na swoim kompie nie ma. Jeśli kogoś interesują szczegóły - na devie w journalu znaleźć je można, nie będę tu drugi raz tego samego pisać.
Tak czy inaczej zarówno brak netu, jak i nowy layik, który to podziwiać można od dziś, adekwatne do sytuacji są. Tyle. Enjoy albo co.
2005-06-20 o godzinie 21:08:11
skomentuj (6) Słodycz atakuje, a jakże, względnie takie tam metaforzenie alusino-katusine
Raz, dwa, trzy, próba mikrofonu... Drodzy i Szanowni Czytelnicy, notka ta sponsorowana jest (nie po raz pierwszy w historii zresztą) nie przez właścicielkę tegoż bloga, ale przez jej prawą rękę, znaczy się Aluś. Znaczy się mnie. Pewnego dnia Katuś bowiem zamrugała do Aluś na gg i ładnie ją poprosiła, coby ta wzięła miotełkę i odkurzyła jej bloga, o którym ludzie i bogowie zapomnieli. Była to propozycja nie do odrzucenia, oto więc notka gościnna. Jak wytrwale w archiwum poszukacie, to może jeszcze ze dwie takie znajdziecie.
Skomplikowane? Zaiste.
I tutaj Autorka Notki wpada w zamyślenie, bo nie ma pojęcia, o czym taką gościnną notkę napisać. Czym zapełnić te białe okienko EditPada Lite (taki podbajerzony Notatnik), które rozwarła na pulpicie, zaraz obok okienka gg, w którym siedzi Katuś. Metaforycznie rzecz jasna. Czyż metafory nie mają wielkiej mocy?
W ogóle z tymi metaforami to ciekawa rzecz jest. W szkole uczymy się, że metafora vel przenośnia to jeden ze środków poetyckich, którymi raczą nas przeróżni wielcy poeci w swoich wielkich poezjach. I mało kto zdaje sobie sprawę z druzgoczącego faktu, że metafor każdy z nas (no, niech będzie że każdy z nas z IQ powyżej poziomu ogórka konserwowego) używa na co dzień. No bo na przykład jeśli ja powiem: "druzgoczący fakt", to nie znaczy, że ów fakt spada komuś na łeb i druzgocze mu czaszkę, która rozbija się na tysiąc i jeden kawałków, a mózg rozpryskuje się po ścianach. Nie, nic z tych rzeczy.
Przypomina mi się dowcip o pewnym dresie (metaforyczne określenie podgatunku ludzkiego preferującego pewien specyficzny styl w ubiorze, fryzurze i mentalności), który zawsze nosił ze sobą gustownego bejsbola (metaforyczne określenie pałki używanej do pewnej zacnej gry). I pewnego dnia kolega naszego dresa (nazwijmy go metaforycznie dresem2) zapytał go o powód noszenia tejże (pałki, rzecz jasna). Na to dres odrzekł metaforycznie, iż to na wypadek, gdyby go jakaś myśl napadła.
Czyż powyższy akapit nie jest metaforą ludzkiego życia? Zastanów się nad nim, drogi Czytelniku.
Tak właściwie to ta notka pisana jest na okoliczność nowego laya. Gdy zapytałam autorkę bloga, jakiż to on będzie, ów nowy lay, ona w swej skromności odparła, iż ładny. Zapewne. I jeśli jeszcze go tu nie ma, to powinien się pojawić. A jeśli już się pojawił, to znaczy, że już jest.
Dziękuję wszystkim za uwagę. Gdyby ktoś zachwycił się ową notką gościnną i gorąco zapragnął ze mną bliżej poobcować (znaczy się, ze słowem pisanym w moim wykonaniu, a co!), to powinnam być gdzieś w Katusinych linkach, w okolicach czołowego miejsca. No co, w końcu niektórzy twierdzą, że jestem genialna, to mi się należy. Myślę, że twierdzą to czysto metaforycznie, ale nie będziemy tego na łamach tegoż bloga bliżej rozkminiać. Pozdrawiam, łapką macham i takie tam. Metaforycznie.
- A więc nowy lay... - zaczęła Katuś, dyskretnie wpychając Aluś za kurtynę w połowie łapką machnięcia - ...do dyspozycji Kochanych_Czytelników. Jest uroczy, wiem. Dziecko fazę miało. Rysunek krzywy. Tworzony z myślą o devIDeku, ale co się ma marnować. Autoportret po ulepszeniu, a co! A przy okazji to ostatnia notka mi w oczy wpadła. Metaforycznie. Wraz z datą, a jakże. W związku z tym, że niedługo rocznica blogusina (a która, to cholera ją tam wi), Katuś zobowiązuje sie napisać coś w tym miesiącu... No, ale język mi się plącze. Względnie klawiatura. Tak, ta za monitorem leżąca. Nie pytajcie, w jaki sposób na niej piszę. Nie chcecie znać szczegółów. A wracając do plątania. Może palce? Albo od razu mózg? Whatever. Idę spać. Majówka jest, o! Podczas majówki normalnym i zrozumianym wszem i wobec mój stan być powinien.
I odchodzi Katuś, łapką machając na spółkę z Aluś. Grunt to dobre wrażenia wizualne, zaserwowane czytelnikom. Nie pytajcie jej, jak czytelnikom serwować może cokolwiek wizualnego. Tym bardziej, jak serwować może wrażenia. To taka... metafora XDDD
2005-05-01 o godzinie 23:29:41
skomentuj (5) Postanowienia noworoczne:
1. Zacząć się uczyć, tzn oczywiście nie systematycznie, ale zakończyć system "a walić, poprawię/strzelę/zrobię piękne oczka" wobec sprawdzianów i tym podobnych.
2. Ograniczyć siedzenie przed kompem w celu rozrywki. Siedzenie na rzecz punktu pierwszego, czwartego, piątego, szóstego tudzież siódmego dozwolone.
3. Schudnąć.
4. Nauczyć się porządnie rysować.
5. Nauczyć się mówić po angielsku. Można przy użyciu czytającej operki i fanfiction.neta XD
6. Na poważnie rozpocząć naukę podstaw japońskiego.
7. Zarobić jakoś albo co...
8. Coby na wakacje do pewnego miasta prawie nadmorskiego pojechać XD
9. Mniej zazdrościć innym, a starać się dawać powody do zazdrości... XDDDD
2005-01-02 o godzinie 18:42:19
skomentuj (11)W międzyczasie w szkole przedstawienie było. Kółkowe. Innymi słowy - kółkowiczka Katuś w dniach ostatnich szkoły zamiast radośnie hasać wokół nadwiślańskiego ogniska, popijając różnego rodzaju trunki i kotłując się z przedstawicielami płci przeciwnej po piasku, w szkole siedziała obsługując wielgachną konsolę i puszczając zeń różnego rodzaju leśne odgłosy. Ewentualnie testując mikrofon, drzewka sklejając lub ratując resztki zszarpanych nerwów czy zszarpanej choinki. Tak, to ta Świtezianka, jakby ktoś wiedział, o co chodzi ;)
A potem było latanie z dyplomami, odbijanie, wystawianie nowych na miejsce w dziwnych okolicznościach zaginionych, podpisywanie... A jeszcze bardziej potem okazało się, że dyplomy psu z kulawą nogą potrzebne do szczęścia nie są XD Następnie okazało się, iż dziwnym zrządzeniem losu klasa trzecia be ma niepodpisane kopie świadectw, co trzeba naprawić bezzwłocznie i uprasza się o ponowne ich dostarczenie XD
Do As Infinity: Rakuen (Inuyasha - Guren no Houraijima), aktualnie najulubieńsza piosenka katusina
Po przejściach szkolno-szkolnych, znaczy się - ze szkoły do szkoły przejściach, przyszły wakacje. Perspektywa samotnego siedzenia przed wlasnym monitorem szybko pierzchła. Zarówno siedzenia przed własnym, jak i samotnego. Ale po kolei.
Katuś dostaje pewnego dnia telefon. Zostaje zaproszona przez ciocię do Świecia nad Wisłą niejakiego (które właściwie leży nie aż tak blisko Wisły... ciekawe, czemu nie mówi się Warszawa nad Wisłą?) pod Grudziądzem, lub Bydoszczą, jak kto woli. Kuzynka otóż wraz z rodziną wyjeżdża do Norwegii i mogłyby razem popilnować domu, przy okazji odpoczywając od stolycy. Bohaterka nasza, nieco skłócona wtedy z komputerem z osobistych powodów, zgodziła się od razu. Potem okazało się, że komputer jest, internet jest (choć początkowo wyglądał i zachowywał się jak zwyczajny modem, szybko okazało się, iż jest to modem specjalny, na abonament, szkoda tylko, że rozłącza się przy każdym telefonie...). Tak też notka ta sponsorowana jest przez Netię i jej usługę wspaniałą, dającą dostęp do sieci nieograniczony...
Pod nogami Katuś ma gabinet lekarski, dentystyczny i ogólnie całą przychodnię. Za oknem punkt sprzedaży kurcząt, za drugim oknem przedwojenną kamienicę niemiecką, na której schodkach bezrobotni mieszkańcy całe dnie przesiadują i wrzeszczą, kurwami rzucając na lewo i prawo do mocno nieletnich dzieci. Za trzecim oknem rozciąga się widok na Chełmno, miasto bardzo warszawskie, wnioskując po murach z sił całych kibicujące Legii. Gdyby nie dach tej części przychodni, która wystaje, widać by było również pomniczek upamiętniający masową egzekucję, przeprowadzoną w tym miejscu w roku 39... Może pierwszej nocy wcale nie wydawało mi się, że ktoś chodzi po mieszkaniu? ^^''
Dziecko poznaje swą rodzinę. Tę, o której nie miała pojęcia. Tę, która o niej pojęcie miała mgliste, znając ją jako "córkę Marka", lub tę, która ze względu na posturę wygląda młodziej niż główna zainteresowana, mimo to utrzymując, że pamięta jak 10 lat temu Katuś jeździła nieudolnie na czerwonym rowerku XD
Mikuni Shimokawa: Sore ga ai, deshou? (Full Metal Panic? Fumoffu!)
Poznało dziecko również Bestię, znaną też jako Maks, uroczy owczarek podhalański. Uroczy może i jest, ale jednocześnie nie do końca wychowany... Wyprowadźcie coś takiego na spacer... ^^'' Cała prawa strona ciała nieco bolała dnia następnego, po tym, jak całą siłą odciągało go dziecko od gąski. Czy kaczki. Mimo, że w trakcie odciągania psu ubliżało, że zachowuje się jakby jeszcze czegoś takiego nie widział, nie rozróżnia samo XD
*switching to Katuś' POV*
Widziałam wylęgarnię kurcząt! I pisklaczki! I nawet jednego trzymałam przez chwilę. A potem trzymałam kaczuszkę maleńką, ale tak spanikowała, żem ją niemal upuściła XD I owce widziałam... Jak im wlazłam do zagrody wiedziona ciekawością i chęcią pomacania stwierdziły, że mam jeść i omal mnie nie stratowały. Po czym odkrywszy, żem je oszukała, pouciekały i nie dały się tknąć XD
Z powodu zwierzątek nieco kręciłam się nocami... Bo co ma dziecko biedne zrobić, widząc pajączka nad głową swą, i mając do dyspozycji jeszcze jeden wolny pokój? Tylko i wyłącznie przekopać cały ten pokój, i nie uświadczywszy pająka