katusia blog

Twój nowy blog

(W bloku naprzeciw panowie obierają z płytek podjazd i przyjechali z radiownią własną. Na moje osiedle mi będą z umcykiem przyjeżdżać?! Łiii, podkręcam OSTa z The Second Raida XD)

Dziecko miało sen. Sen ten uświadomił mu, że nie dość, że gwiazdka jest ruchoma i w tym roku obchodzimy ją dzisiaj, to jeszcze zaraz po tej gwiazdce musi iść do szkoły… I w tym momencie dziecko zlane potem obudziło się, wydarło w niebogłosy i stwierdziło, że rzeczywiście. Jutro 1 września!

Nie, żeby mnie to przerażało. Nie, żebym całkiem sama musiała znaleźć się w dużej szkole. No bo ja nie wiem, jak wygląda moja klasa i w którym kącie mam stanąć… Ale to się da rozwiązać – wydrukuję sobie na samoprzylepnej karteczce (względnie na naprasowance) „1e – część zgubiona”. I na czole przyczepię. Może się kto zlituje. Ale mou, nie, żebym musiała się przedstawiać przez najbliższy miesiąc _^_ I jak ja mam wypaść elytatarnie i ęteligętnie z takim nazwiskiem? ^^”

Zagubiona Katuś ma w ogóle wiele problemów egzystencjalnych. Bo czy lepiej zostanie odebrane założenie długaśnej przyległej czarnej spódnicy, czy długaśnej luźnej białej? A może długaśna to w ogóle pierwszoklasistce nie przystoi? A czy to normalne, że oni ode mnie chceli tylko świadectwo? Nie powinni chcieć jakichś kart zdrowia? Dowodów zameldowania czy łotewer? ^^” A czy ja też będę jedyną niezmalowaną panną w klasie? A może trzeba się jutro zmalować czy coś, to nie będę się w oczy rzucać?

I do tego nie mam zwolnienia z biegów na ten rok… A zanim coś się wymyśli (czytaj – pójdzie do lekarza w innym celu i w tym samym czasie napomknie coś o trudnościach z oddychaniem inaczej niż ustami, a to do zoperowania przecież dopiero po 18 i dziecko się męczy na biegach bo się dusi XD) to już sezon jesienno-biegowy przeleci. A jak wiadomo licea nie mają takich boisk jak te nasze i biega się po ulicach, na widoku.

Kya! Ja nie mam butów do szkoły ^^” I skończy się na tym, że dnia drugiego września zaprezentuję się w wysłużonych, dwuletnich tenisóweczkach. Jejku. I ja nie mam podręczników. A jak w liceum trzeba mieć podręczniki od razu, a ja o tym nie wiem?

A kiedyś śniło mi się, że mi kazali na polskim pierwsze wypracowanie napisać. I że się postarałam. I że zostało odczytane publicznie. Jako najgłupsza rzecz widziana przez nauczycielkę. I że dostałam dwa mnieeej ^^”"”"”"”"”"

(A panom się skala w radyjku samochodowym chyba skończyła. Ha, a ja mam jeszcze drugie tyle XDDDD Nawet nie spodziewałam się, że mam aż tak dobre głośniki XD)

Ale jedna myśl mnie pociesza. W sali, w której pisałam ‚egzamin’ były pojedyncze ławki. Jeśli we wszystkich są, to problem usiąścia z kimś wykluczony ^^

(Panowie potulnie zamknęli samochód i zgasili radio. Kto inny zaczął grać. Tak, to wojna jest!)

A jak w całym zamieszaniu o mnie zapomnieli, i nie uwierzą, że ja też do tej klasy? ^^” Mou no!

(Tak, nowy lay, tak betewu)

Notka ta ma być długa. Jak na tę chwilą przynajmniej. Co wyjdzie? Nie wiem. Tak czy inaczej na ‚rozdziały’ podzielę. Według piosenek na w ostatniej chwili przed wyjazdem nagrywanej płytce oczywiście.

Angela: Asu e no Brilliant Road (Stellvia of the Universe)

Od początku zaczynając – rok szkolny się skończył. No i gimnazjum się skończyło. Jak powszechnie (?) wiadomo, dziecko aspiracje na anglojęzycznego Kopernika miało. Pisało więc egzamin, potem ustny zdawało. Oprócz tego, że wybaczyć sobie jednego banalnego błędu nie może, to pisemny ciekawy nie był. Za to ustnyyy… Katuś nie dość, że się spóżniła i zgarnięta została do innej sali (co potem zamieszaniem zaowocowało, bo się zgubiła kandydatka, która przecież wreszcie dotarła i jeszcze przed chwilą tu była XD), gadała bez ładu i składu sama nie pamięta co, no i na koniec uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia, jak w języku tym egzotycznym brzmieć może ‚do widzenia’. W głowie kłębiły się jej ‚do widzenia’ polskie, japońskie, francuskie, niemieckie… Próbując sobie przypomnieć angielskie pakowała legitymację do torby aż do czasu, gdy egzaminatorka pożegnała się pierwsza XD

Tak czy inaczej, po przejściach różnych dziwnych, dziecko obdarzono 14 punktami za język i przyjęto do szkoły. Co ciekawe, przyjęto również podstawówkową koleżankę z ławki z czasów tzw ‚nauczania początkowego’, jeszcze na Bemowie. Do innej klasy, ale zawsze raźniej ;P

Uczennicą klasy pierwszej e jest dziecię teraz. Okropność, każda znana mu e była niezbyt inteligentną, a nawet nie do końca inteligętną klasą… Do tego nie jest już ono jedną z najlepszych uczennic, a według liczby punktów trzecią od końca ^^” Pozbawiło się też zgrabnie swojej dotychczasowej domeny, czyli angielskiego XD Pozostaje chyba jedynie harakiri?

Za to czuję się jak elyta, dziś czytałam kolejny artykulik na temat mej szkoły nowej, tym razem nie na głównej stronie Wyborczej, a w Newsweeku XD W Sowińskim, szkole trzeciego wyboru, może i byłabym najlepsza (wynik mój punktowy przewyższał maksymalny w tamtejszej humanistycznej XD), ale to nie ten prestiż jednak… ;P

Tanaka Rie: Shizuka na yoru ni (Gundam Seed bodajże)

W międzyczasie w szkole przedstawienie było. Kółkowe. Innymi słowy – kółkowiczka Katuś w dniach ostatnich szkoły zamiast radośnie hasać wokół nadwiślańskiego ogniska, popijając różnego rodzaju trunki i kotłując się z przedstawicielami płci przeciwnej po piasku, w szkole siedziała obsługując wielgachną konsolę i puszczając zeń różnego rodzaju leśne odgłosy. Ewentualnie testując mikrofon, drzewka sklejając lub ratując resztki zszarpanych nerwów czy zszarpanej choinki. Tak, to ta Świtezianka, jakby ktoś wiedział, o co chodzi ;)

A potem było latanie z dyplomami, odbijanie, wystawianie nowych na miejsce w dziwnych okolicznościach zaginionych, podpisywanie… A jeszcze bardziej potem okazało się, że dyplomy psu z kulawą nogą potrzebne do szczęścia nie są XD Następnie okazało się, iż dziwnym zrządzeniem losu klasa trzecia be ma niepodpisane kopie świadectw, co trzeba naprawić bezzwłocznie i uprasza się o ponowne ich dostarczenie XD

Do As Infinity: Rakuen (Inuyasha – Guren no Houraijima), aktualnie najulubieńsza piosenka katusina

Po przejściach szkolno-szkolnych, znaczy się – ze szkoły do szkoły przejściach, przyszły wakacje. Perspektywa samotnego siedzenia przed wlasnym monitorem szybko pierzchła. Zarówno siedzenia przed własnym, jak i samotnego. Ale po kolei.

Katuś dostaje pewnego dnia telefon. Zostaje zaproszona przez ciocię do Świecia nad Wisłą niejakiego (które właściwie leży nie aż tak blisko Wisły… ciekawe, czemu nie mówi się Warszawa nad Wisłą?) pod Grudziądzem, lub Bydoszczą, jak kto woli. Kuzynka otóż wraz z rodziną wyjeżdża do Norwegii i mogłyby razem popilnować domu, przy okazji odpoczywając od stolycy. Bohaterka nasza, nieco skłócona wtedy z komputerem z osobistych powodów, zgodziła się od razu. Potem okazało się, że komputer jest, internet jest (choć początkowo wyglądał i zachowywał się jak zwyczajny modem, szybko okazało się, iż jest to modem specjalny, na abonament, szkoda tylko, że rozłącza się przy każdym telefonie…). Tak też notka ta sponsorowana jest przez Netię i jej usługę wspaniałą, dającą dostęp do sieci nieograniczony…

Pod nogami Katuś ma gabinet lekarski, dentystyczny i ogólnie całą przychodnię. Za oknem punkt sprzedaży kurcząt, za drugim oknem przedwojenną kamienicę niemiecką, na której schodkach bezrobotni mieszkańcy całe dnie przesiadują i wrzeszczą, kurwami rzucając na lewo i prawo do mocno nieletnich dzieci. Za trzecim oknem rozciąga się widok na Chełmno, miasto bardzo warszawskie, wnioskując po murach z sił całych kibicujące Legii. Gdyby nie dach tej części przychodni, która wystaje, widać by było również pomniczek upamiętniający masową egzekucję, przeprowadzoną w tym miejscu w roku 39… Może pierwszej nocy wcale nie wydawało mi się, że ktoś chodzi po mieszkaniu? ^^”

Dziecko poznaje swą rodzinę. Tę, o której nie miała pojęcia. Tę, która o niej pojęcie miała mgliste, znając ją jako „córkę Marka”, lub tę, która ze względu na posturę wygląda młodziej niż główna zainteresowana, mimo to utrzymując, że pamięta jak 10 lat temu Katuś jeździła nieudolnie na czerwonym rowerku XD

Mikuni Shimokawa: Sore ga ai, deshou? (Full Metal Panic? Fumoffu!)

Poznało dziecko również Bestię, znaną też jako Maks, uroczy owczarek podhalański. Uroczy może i jest, ale jednocześnie nie do końca wychowany… Wyprowadźcie coś takiego na spacer… ^^” Cała prawa strona ciała nieco bolała dnia następnego, po tym, jak całą siłą odciągało go dziecko od gąski. Czy kaczki. Mimo, że w trakcie odciągania psu ubliżało, że zachowuje się jakby jeszcze czegoś takiego nie widział, nie rozróżnia samo XD

*switching to Katuś’ POV*

Widziałam wylęgarnię kurcząt! I pisklaczki! I nawet jednego trzymałam przez chwilę. A potem trzymałam kaczuszkę maleńką, ale tak spanikowała, żem ją niemal upuściła XD I owce widziałam… Jak im wlazłam do zagrody wiedziona ciekawością i chęcią pomacania stwierdziły, że mam jeść i omal mnie nie stratowały. Po czym odkrywszy, żem je oszukała, pouciekały i nie dały się tknąć XD

Z powodu zwierzątek nieco kręciłam się nocami… Bo co ma dziecko biedne zrobić, widząc pajączka nad głową swą, i mając do dyspozycji jeszcze jeden wolny pokój? Tylko i wyłącznie przekopać cały ten pokój, i nie uświadczywszy pająka żadnego prócz tego, co wyszedł w międzyczasie na korytarz (wybiegłam za nim, ale mimo klapeczków na nogach nie mogłam się zdecydować na zdeptanie, ze strachu, nie z pobudek humanitarnych oczywiście) i zniknął w czeluściach mroku, położyć się tam. Tak więc kilka godzin, jedno przekopanie pokoju, dwa pająki na korytarzu i jeden napad histerii, połączony z ‚ja chcę do domu, do mamyyy’ później mogłam iść spać raz jeszcze XD

Inna pajęcza historia wiąże się z kawiarnią, ulokowaną malowniczo w Krzywej Wieży toruńskiej. A dokładniej z jej toaletą. Taką zacinającą się kabiną, po której radośnie wędrował długonóżek. Moje zabiegi na celu mające wydostanie się jak najszybsze szczęśliwie dość rzucały się w oczy – drzwi zostały mocno pociągnięte z drugiej strony i otworzone XD

Maaya Sakaamoto: Hemisphere (RahXpheon)

Co zabawne, przywiozłam ze sobą dwa opakowania płytek, 9 serii czy ileś, i niemal nic nie obejrzałam XD A to płyty nie czyta, a to się wiesza… biorąc pod uwagę, iż na kompiku wisi instrukcja, co i jak w przypadku problemów (którą to instrukcję natychmiastowo wyśmiałam, zarówno ze względu na zawarte informacje, jak i ciekawy zabieg ortograficzny)… W salonie zaś wypatrzyłam sprzęcik, który obsługuje nie tylko DVD, ale też, jak twierdzi napis na nim, format divX. Nie chciałam się z nim kłócić co do adekwatności tego terminu, wsadziłam płytki grzecznie. Odtwarza, ale tylko te, co nie potrzebują specjalnych, udziwnionych kodeków, w postaci matroski na ten przykład XD

Czy wspomniałam już o skomplikowanym procesie dbania o higienę? Przed myciem należy bowiem, według wiszącej karteczki z instrukcją, ‚wdusić’ przycisk ‚hot water’. Ciepłej wody bieżącej niestety nie ma, ogrzewania samego z siebie też nie. W końcu budyneczek to dawna wylęgarnia XD

Ali Project: Apres le noir (Noir)

Katusine wakacje tu się nie kończą. Wybiera się jednodniowo na zjazd forumowy podwarszawski, a potem do Aluś, o! Jeszcze nie wie co, jak, kiedy i na jak długo, ale wybiera się i kropka XD

Na koniec rzucę jeszcze morałem. Otóż czasami warto poświęcić ten tzw ‚honor’. Bo w ten sposób można wyjaśnić dziwne nieporozumienia ^^” Tak czy inaczej – szczęśliwa.

Chyba tyle, że z przyjaciółmi to tak jak ze zwierzątkami. Nie warto, bo się człowiek za bardzo przywiązuje. A potem tylko *pyk*. I nie ma śladu. Przynajmniej na zewnątrz. Ale zagłębiać się nie będę. Mam ważniejsze sprawy niż rozwodzenie się nad głupotami i zamiaru się poniżać to ja teraz nie mam.

Dziecko nie ma netu. Tzn na swoim kompie nie ma. Jeśli kogoś interesują szczegóły – na devie w journalu znaleźć je można, nie będę tu drugi raz tego samego pisać.

Tak czy inaczej zarówno brak netu, jak i nowy layik, który to podziwiać można od dziś, adekwatne do sytuacji są. Tyle. Enjoy albo co.

Raz, dwa, trzy, próba mikrofonu… Drodzy i Szanowni Czytelnicy, notka ta sponsorowana jest (nie po raz pierwszy w historii zresztą) nie przez właścicielkę tegoż bloga, ale przez jej prawą rękę, znaczy się Aluś. Znaczy się mnie. Pewnego dnia Katuś bowiem zamrugała do Aluś na gg i ładnie ją poprosiła, coby ta wzięła miotełkę i odkurzyła jej bloga, o którym ludzie i bogowie zapomnieli. Była to propozycja nie do odrzucenia, oto więc notka gościnna. Jak wytrwale w archiwum poszukacie, to może jeszcze ze dwie takie znajdziecie.
Skomplikowane? Zaiste.
I tutaj Autorka Notki wpada w zamyślenie, bo nie ma pojęcia, o czym taką gościnną notkę napisać. Czym zapełnić te białe okienko EditPada Lite (taki podbajerzony Notatnik), które rozwarła na pulpicie, zaraz obok okienka gg, w którym siedzi Katuś. Metaforycznie rzecz jasna. Czyż metafory nie mają wielkiej mocy?
W ogóle z tymi metaforami to ciekawa rzecz jest. W szkole uczymy się, że metafora vel przenośnia to jeden ze środków poetyckich, którymi raczą nas przeróżni wielcy poeci w swoich wielkich poezjach. I mało kto zdaje sobie sprawę z druzgoczącego faktu, że metafor każdy z nas (no, niech będzie że każdy z nas z IQ powyżej poziomu ogórka konserwowego) używa na co dzień. No bo na przykład jeśli ja powiem: „druzgoczący fakt”, to nie znaczy, że ów fakt spada komuś na łeb i druzgocze mu czaszkę, która rozbija się na tysiąc i jeden kawałków, a mózg rozpryskuje się po ścianach. Nie, nic z tych rzeczy.
Przypomina mi się dowcip o pewnym dresie (metaforyczne określenie podgatunku ludzkiego preferującego pewien specyficzny styl w ubiorze, fryzurze i mentalności), który zawsze nosił ze sobą gustownego bejsbola (metaforyczne określenie pałki używanej do pewnej zacnej gry). I pewnego dnia kolega naszego dresa (nazwijmy go metaforycznie dresem2) zapytał go o powód noszenia tejże (pałki, rzecz jasna). Na to dres odrzekł metaforycznie, iż to na wypadek, gdyby go jakaś myśl napadła.
Czyż powyższy akapit nie jest metaforą ludzkiego życia? Zastanów się nad nim, drogi Czytelniku.
Tak właściwie to ta notka pisana jest na okoliczność nowego laya. Gdy zapytałam autorkę bloga, jakiż to on będzie, ów nowy lay, ona w swej skromności odparła, iż ładny. Zapewne. I jeśli jeszcze go tu nie ma, to powinien się pojawić. A jeśli już się pojawił, to znaczy, że już jest.
Dziękuję wszystkim za uwagę. Gdyby ktoś zachwycił się ową notką gościnną i gorąco zapragnął ze mną bliżej poobcować (znaczy się, ze słowem pisanym w moim wykonaniu, a co!), to powinnam być gdzieś w Katusinych linkach, w okolicach czołowego miejsca. No co, w końcu niektórzy twierdzą, że jestem genialna, to mi się należy. Myślę, że twierdzą to czysto metaforycznie, ale nie będziemy tego na łamach tegoż bloga bliżej rozkminiać. Pozdrawiam, łapką macham i takie tam. Metaforycznie.

- A więc nowy lay… – zaczęła Katuś, dyskretnie wpychając Aluś za kurtynę w połowie łapką machnięcia – …do dyspozycji Kochanych_Czytelników. Jest uroczy, wiem. Dziecko fazę miało. Rysunek krzywy. Tworzony z myślą o devIDeku, ale co się ma marnować. Autoportret po ulepszeniu, a co! A przy okazji to ostatnia notka mi w oczy wpadła. Metaforycznie. Wraz z datą, a jakże. W związku z tym, że niedługo rocznica blogusina (a która, to cholera ją tam wi), Katuś zobowiązuje sie napisać coś w tym miesiącu… No, ale język mi się plącze. Względnie klawiatura. Tak, ta za monitorem leżąca. Nie pytajcie, w jaki sposób na niej piszę. Nie chcecie znać szczegółów. A wracając do plątania. Może palce? Albo od razu mózg? Whatever. Idę spać. Majówka jest, o! Podczas majówki normalnym i zrozumianym wszem i wobec mój stan być powinien.

I odchodzi Katuś, łapką machając na spółkę z Aluś. Grunt to dobre wrażenia wizualne, zaserwowane czytelnikom. Nie pytajcie jej, jak czytelnikom serwować może cokolwiek wizualnego. Tym bardziej, jak serwować może wrażenia. To taka… metafora XDDD

1. Zacząć się uczyć, tzn oczywiście nie systematycznie, ale zakończyć system „a walić, poprawię/strzelę/zrobię piękne oczka” wobec sprawdzianów i tym podobnych.
2. Ograniczyć siedzenie przed kompem w celu rozrywki. Siedzenie na rzecz punktu pierwszego, czwartego, piątego, szóstego tudzież siódmego dozwolone.
3. Schudnąć.
4. Nauczyć się porządnie rysować.
5. Nauczyć się mówić po angielsku. Można przy użyciu czytającej operki i fanfiction.neta XD
6. Na poważnie rozpocząć naukę podstaw japońskiego.
7. Zarobić jakoś albo co…
8. Coby na wakacje do pewnego miasta prawie nadmorskiego pojechać XD
9. Mniej zazdrościć innym, a starać się dawać powody do zazdrości… XDDDD

Stwierdziwszy, że potem gadają, że siedzi przy kompie i nic nie robi, właścicielka tzw „ów blogusia” postanowiła zająć się czymś konstruktywniejszym. Konstruktywniejszym niż bezustanne klikanie „go” na fanfiction.net tudzież oglądanie w kółko tych samych aemfałek. Postanowiła wysilić się choć raz w tym miesiącu i napisać notkę!

Jak zwykle oryginalny wstęp. Ale co ja poradzę, że niewiele się w mym marnym życiu zmienia. Zabrzmiało wystarczająco dramatycznie?

Dream: My Will

A w ogóle to święta są. Tzn przerwa świąteczna, bo takie to tam święta… Nawet śniegu ni ma. Choinki też nie, bo się nie zmieściła.

A wczoraj wigilia była. Czyli rodzinna kolacja i prezenty. Czy też prezenty i masa niezjadliwego paskudztwa, które popić można dla zabicia smaku niewypijalnym paskudztwem. Względnie soczkiem. Zanim zapytacie: tak, rozlałam soczek.

Wigilia obfita była w niebieskie sweterki. Aż trzy dostałam. No i klawiaturę, ale to już w zeszłym miesiącu. No i uroczy kalendarz z jeszcze bardziej uroczymi kociętami ^^ No i nadprogramowo tablecik, na zasadzie „Mam zbędny, chcesz?”. I teraz dziecko zasuwa piórkiem po ekraniku. I się uświadamia, że to jednak nie tylko od tabletu ładne rysunki zależą… ^^”

Every Little Thing: Grip!

I pal licho dietę. Jak ja mam się dietować, kiedy tam na górze ktoś się najwyraźniej na mnie uwziął? No dobra, nie na górze, w kuchni naszej, choć na drugim piętrze, wciąż przyziemnej. I ciągle tylko czuć smażące się boczki. Nie, żebym boczki jadała. Ale siłą rzeczy idę do lodówki, pełnej dość jadalnych sałatek i pasztetów. I oczywiście mamuś musiała po raz pierwszy od x lat do domu przytaszczyć firmową, świąteczną paczkę słodkości…

Noir: Canta per me

A przed świętami szkoła była. Nasza kochana, ta, która zawsze czeka na nas z otwartymi ramionami. Och Szkoło! Ciebie zawsze możemy być pewni! Ty nigdy nas nie opuścisz!

Ekhm… nie, autorka nie piła nic ponad soczek pomarańczowy. Zanim zapytacie: nie, tym razem soczku nie wylała.

Wracając do tematu: szkoła była. Chwilowo się skończyła, ale to tylko pozory. Wkrótce powróci, w prezencie noworocznym przynosząc nam egzaminy próbne. Nie mam nic przeciwko, dwa dni z życiorysu szkolnego potrwają jedynie po godzinie. Tylko kto przy zdrowych zmysłach ma ochotę przez godzinę rozwiązywać test z przedmiotów ścisłych? Rozwiązywać jak najbardziej humanistycznie i twórczo oczywiście, bo inaczej jak wymyślić wzór to tego się zrobić nie da.

I zbliża się koniec semestru. Pierwszego semestru klasy trzeciej. Klasy, w której to uczyć się miałam. Chociaż trochę. Nie wyszło. W końcu opuszczam się w nauce, bom uzależniona od tego szatańskiego pudła. A czat to całe moje życie. O ja biedna nieszczęśnica, której psychologowie nie uwierzyliby, że mierzę nieco wyżej i na czaty nie chadzam… W końcu osoba uzależniona od czatu nie ma o tym pojęcia. A pani psycholog z telewizji wie najlepiej XDDDDDD

Chobits: Let me be with you

A czy zdążyłam już ponarzekać na fansubberów i skanlacistów? Bo co oni se myślą, że mogą nic nie robić i że święta mają? Ja tam nie wiem… XDD

Tak oto kończy się kolejny odcinek „Wywodów cioci Kasi ze wsi”. Na następny zapraszamy mniej więcej za miesiąc. Krótko przed emisją zostaną państwo poinformowani przez osobistą menadżerkę naszej gwiazdy poprzez opis gadulcowy. A może to była menadżerka Genialnej Autorki? Hmmm… ^^”

Nie, ja na prawdę nie piłam. I nie pytajcie, czemu me imię kojarzy mi się nieodmiennie z jakąś ciocią ze wsi :P

Nastrój świąteczno-zimowy (no, może raczej zimowo-świąteczny) udzielił się i mi… Taaaak, też zastanawiam się, jak to możliwe. Mi? Nie, żebym święta chciała czy co. Jeśli już to ferie świąteczne. A zresztą, co mi zależy…

Tak czy inaczej, przedwczoraj spadł pierwszy w tym roku śnieżek. Czy to nie dziwne, że przez te 15 lat jeszcze się do niego nie przyzwyczaiłam? I że zawsze jakieś takie dziwne podniecenie wywołuje? I za każdym razem tak bardzo chce się wyjść na dwór? A po wyjściu się oczywiście odechciewa, ale to przemilczmy…

Nawet przebaczyłam babie od techniki konieczność wyklejania karteczki Bożonarodzeniowej niczym przedszkolaczek. W środku listopada zresztą. I choinki w hipermarketach już tak nie drażnią, kiedy na dworze biało. Czy też szaro. Nawet nie boli mnie fakt, iż wkrótce próbując zrobić zakupy w dziale, dajmy na to, papierniczym (niebezpiecznie blisko działu z zabawkami) będę się przeciskać pomiędzy gromadami szykujących się do świąt młodych rodziców z dziećmi wrzeszczącymi „Kup miii, kup miiii!”. No spójrzcie, jaki wpływ na cholerną pesymistkę mieć może maleńka warstewka zimnego puszku.

I nawet layout wyprodukowała. I to, po raz pierwszy w dziejach, od początku samego. I zdaje sobie sprawę, że tym szybciej przestanie móc nań patrzeć. Swoją drogą brzydki ten rysunek… A Aluś mówi, że romantyczny… A nie ważne, męczyłam się nad nim dwa dni i muszę jakoś wykorzystać, o!

Tzn jeden i pół. Pół pierwszego dnia spędziła na tzw zakupach. Gdyby ktoś uważał, iż dziewczę z obrazka jest zdecydowanie zbyt milutkie i urocze, niech wie, że po kilku godzinach podziwiania różowiuteńkich bluzeczek z kotkami i maskotek idealnych pod choinkę każdemu może się udzielić.

Właściwie to powinnam pisać wypracowanie… I malować kolejny słoik od kawy na złoto, wiśniowo bądź zielono. Potem obkleić muszelkami, a na koniec pociągnąć złotym brokatem. Tak, praca dodatkowa na technikę. Co roku niemal taka sama. No, ale mam sobie, bardzo przepraszam, z tego tytułu nowe farby Bóg-wie-do-czego-i-co-one-robią-w-moim-domu kupować?

I pracę na plastykę pisać. Bo we wtorek nie zdążę, a jutro tym bardziej. A może odwrotnie… Nie wiem, wszystko zaczyna mi się kręcić. Leniwiec rasowy wrzucony w wir zajęć i obowiązków? Równa się totalne pomieszanie zmysłów. W skrócie – Katuś.

(I niech mnie nikt nie pyta, czemu te piekielne okienka w „o mnie” „linkach” i „fanlistingach” się nie chcą za cholerę otworzyć. Nie wiem, w poprzednim się otwierały… No chyba, że znowu mi IE coś krzaczy… Ale boję się tego cudnego laya operą ruszyć XD)

Notka zbiorcza…

5 komentarzy

…gdyż autorka zbyt leniwa jest na dodanie każdego kawałka z osobna.

28 września

Hurra! Zielona szkoła! Tydzień odpoczynku w górach, pogaduszki nocne i niekończąca się faza! Jak fajnie!

A ja siedzę w tym swoim pokoiku, obok napiętnowanego, bo niegrzejącego kaloryfera. Cośtam sobie w
głośniczkach brzęczy, jakaś bliżej niezidentyfikowana piosenka Do As Infinity bodajże. Zaczyna mi być wszystko jedno, byle brzęczało… Alarm! Zarażam się od Aluś.

I wcale nie chciałabym być teraz w Niedzicy. Jakby tak się zastanowić, to przecież już byłam, nic nie tracę i w ogóle… Nie, stanowczo bym nie chciała. Tu mi dobrzeee, naprawdę!

Mam tyle ciekawych zajęć, na jakie czasu bym nie miała kiedy indziej. No, na przykład przesuwanie ikonek po pulpicie czy wgapanie się w torrenta i relacjonowanie, ile to jeszcze miesięcy będzie się gra ściągać w tym tempie…

I jeszcze sobie pokaszleć mogę. I mam przynajmniej pewność, że nikogo nie zarażam. Chyba, że przez sieć, a takie przypadki również odnotowano. I pomarznąć przy napiętnowanym kaloryferze. I ubrać się… zaraz, ja już jestem ubrana i teoretycznie powinno mi być ciepło…

I pocieszyć się myślą, że zaraz będę szła oddać prace na plastykę. Czytaj – stała godzinę w kolejce w informatycznej, by dać nauczycielce do ręki dyskietkę, którą ona najpierw dokładnie obejrzy, potem przeskanuje, zgra pliki i odda. Nie, nie mogę wgrać prac sama, przez jeden z uczniowskich komputerów, bo jeszcze coś zepsuję bardziej albo co. A komputer nauczycielski to świętość. Szkoda, że nie wszyscy nauczyciele wiedzą, co to z nim wyrabiała pewna zgadnijcie-która-dziewczynka, drukując gazetkę na jednej
z lekcji… Nieee, nic takiego znowu, to co zawsze się robi ze złomem. Chociaż nie całkiem, nie kopnęłam go przecież… Stoi na biurku i byłoby mi niewygodnie.

A dlaczego (powracając do tematu) w kolejce? Bo dziś ostatni termin oczywiście… I nie pytajcie, czemu prace na plastykę wgrywa się w informatycznej i co to właściwie za prace. Nie chcecie wiedzieć.

I będę się modlić, żeby nie zostać przyłapaną przez kogoś z kółka historycznego, na które oficjalnie chodzę.

I nie jest mi zimno… A dysk mój nie jest pusty i mam co oglądać… A fanfiction.net nie jest obczytane i
nieuaktualniane… I wcale nie idę głupot totalnych robić podczas gdy czeka pare ważniejszych rzeczy.

2 października

Nie, skąd, wcale nie poddenerwowana. I nie pisze tego tylko po to, żeby się uspokoić i zacząć śmiać z własnej głupoty…

Wcale nie spędziła wczoraj 7 (słownie: siedmiu) godzin na instalowaniu i przeinstalowywaniu głupiej
gierki, na wywalaniu service packów i uaktualnianiu Bóg wie czego, żeby na sam koniec dowiedzieć się,
że czegokolwiek by nie zrobiła, i tak nie odpali jej bez uprzedniej wymiany połowy tego złomu całego.
Wcale nie zajmuje jej to 4 GB (gierka zainstalowana i obrazy płyt, które ściągały się och-jak-krótko i na
pewno się jeszcze przydadzą, szczególnie po tym, jak się je wywali) z 20 GB-owego dysku, zawalonego
niemal w całości… Wcale nie zastanawia się, czy wywalić grę, czy lepiej kupić nowy procesor i kartę graficzną… Taaa, stać ją na to…

W następstwie instalowania i odinstalowywania, w ciągu jednego dnia nie udało jej się zamknąć komputera więcej razy niż w przeciągu przeciętnego kwartału… Czytaj – nie zamknęła go więcej niż 10 razy… I przy każym z późniejszych otwierań wcale nie pojawiał jej się tajemniczy kreator dodawania tajemniczego nowego sprzętu, którego w żaden sposób nie da się pozbyć…

Skoro już przy sprzęcie jesteśmy, to nieee, nie denerwuje jej fakt, że niektórzy to mają och-jak-tanie-i-chałowe-kompy, które służą im tylko do psucia… A ona do psucia nie ma ledwo dyszącego złomu. I takie psucie to teeeż sztuka…

Nie, przed chwilą nie dowiedziała się, że owa tajemnicza „Dukla”, którą ma przeczytać na poniedziałek, to wcale nie jest kilkustronicowa nowelka czy też inne wierszydło, acz zbiór opowiadań, stron ponad 100. Oczywiście ma skąd to gówno wytrzasnąć… I nie zrobi z siebie idiotki kompletnej, tłumacząc na poniedziałkowym kółku ach-jak-wybitnie-uzdolnionych-i-inteligentnych, że nie wiedziała, co to takiego i była pewna, że takie krótkie coś to w sieci znajdzie na dzień przed… Nie, skądże, nie jest uzależniona na
tyle, że jej sie zdaje, iż w sieci wszystko jest…

A kartka z pracą domową na polski po tygodniach leżenia na biurku nie zniknęła w tajemniczych
okolicznościach. I na pewno znajduje się w miejscu dostępnym… A nauczyciele nie mają denerwującego
nawyku wybierania ach-jak-bardzo-tanich-książek, a potem wpychania zdezorientowanym dzieciom
kserówek w łapki. W efekcie pokój przeciętnej
och-jakiej-porządnickiej-dziewczynki-bez-skłonności-pseudoartystycznych nie jest zawalony kartkami,
karteczkami i karteluszkami… Tymi karteluszkami, które w danej chwili potrzebne nie są, ale jak już będą,
znajdą się na liście zaginionych bez śladu.

A napiętnowanie w magiczny sposób pomogło i kaloryfery grzać zaczęły, tak jak grzeją w całej, ponoć, stolycy…

Wmawiaj sobie dziecko, wmawiaj…

Warto dodać, że dziecko cel osiągnęło – spadło z krzesła (interpretuj dowolnie, Aluś droga, tak czy inaczej
rację mieć będziesz) i tarza się po podłodze. Ze śmiechu. Powiecie, że już dawno zwariowało? Tak, ale
stan się właśnie pogorszył.

2 października wciąż, choć godzina zdecydowanie późniejsza niż przy poprzednim spotkaniu… Spotkaniu autorki z notatnikiem oczywiście.

Autorka ta, której humor pogorszył się jeszcze bardziej na skutek relacji (chociaż niewiele ich na razie
słyszała) z podróży, w której z przyczyn… hmmm… osobistych nie uczestniczyła, ograniczy się jedynie do poinformowania wiernych (?) czytelników (??) o kolejnym-nowym-lejałcie. Tak, jak zwykle stwierdziła, że tamten poprzedni był obrzydliwy. Ten pewnie jak zwykle jest taki sam, ale pozwólmy jej pozostać w błogiej nieświadomości chociaż przez chwilę.

Aha! Wyżej wspomniana autorka gryzie, tudzież rozżarzone pręty szykuje. Dobra rada – trzymać się z daleka i język trzymać za zębami.

W ręku trzymała talerz z wykwintną kolacją. Z lekkością poruszała się po pokoju, omijając z gracją rozrzucone po podłodze przedmioty, tworzące nieład artystyczny jedyny w swym rodzaju. Zasiadła w swym pokoju, przy oknie, a dokładniej przed monitorem… Uśmiechnęła się radośnie, jakby z ulgą.

- Jestem z siebie dumna! Nie potknęłam się o nic, nie walnęłam kolanem o szufladę i nie zrzuciłam na ziemię mych smażonych chlebków z wazeliną… eeeee, z cukrem znaczy się, oczywiście! – wykrzyknęła.

Taaak, Czytelniku drogi, nie mylisz się. Przyszła tu z zamiarem napisania nowej notki. A udało jej się wyprodukować co następuje:

Megumi Hayashibara: When I’m in love

Pisze jedną łapką, starając się nie zatłuścić klawiatury, która jak wiadomo powszechnie jest wzorem czystości i zadbania. Nie, to nie tak. Po prostu tej drugiej potrzebuje do jedzenia, lub, jak kto woli, pochłaniania kolacji.

O czym pisze? Tego nie wie nawet ona…

Avril Lavigne: Anything But Ordinary

Postarajmy się uniknąć odkryć na miarę stulecia… Postarajmy się nie napisać zdania „rok szkolny się zaczął”… Postarajmy się streścić co najważniejsze… O ile to wszystko nazwać można ważnym ^^”

Katuś go straciła… Straciła na zawsze… A tak jej na nim zależało… Niestety nie można od życia oczekiwać zbyt wiele. Zawsze musi się pojawić
ktoś, kto odbierze człowiekowi to, co ukochane najbardziej…

Zabrali mi numerek na liście, noooo!

Przysłali nam do klasy jakiegoś menela (note: menelem nazywać będę i nie przestanę, bo nim jest, zresztą ja chowam urazę do końca życia,
jak już może niektórzy się przekonali ^^” I wbrew pozorom ta uraza to nie tylko z powodu numerka :P) z nazwiskiem na „B”… Czyli mimo, że Katuś nie jest już pierwsza, to wszelkie wiersze czy prezentacje i tak będzie robić na początku, bo takie coś jak nasz nowy „kolega” to se pewnie takimi zajęciami łba nie zawraca…

Skutki utraty numerka? Proszę bardzo, widoczne od razu! Matmy lekcja bodajże 2 czy 3…

- Do tablicy mooożeee… Ooo, numerek dwa!

I tak oto Katuś, uczennica trzeciej klasy, po raz pierwszy w gimnazjum zawędrowała rozwiązywać zadanie na tablicy XDDDDD

BoA: Amazing Kiss (English version)

Skoro w matematycznych klimatach jesteśmy, to warto by było i o kartkówce wspomnieć. Nie ma się czym chwalić, bo piękny początek roku szkolnego, ale nie mogę się powstrzymać XD Otóż prościuteńkie przykładziki… zaliczyłam. Na dwóję XDDDDDD

I w dzienniku widnieje u mnie jedna tylko ocena jak na razie… :P

No, ale niektórzy, nie mogąc rozwiązać pierwszego przykładu w te dwie minuty, które według nauczycielki powinny wystarczyć, wpadają w
panikę i dalej nic już zrobić nie mogą… Poprawię, cały rok mam :P

The Scanty: I Love U

Piętno dla atlasów geograficznych, ćwiczeń z tegoż przedmiotu i w ogóle całej geografii… Nie będę się rozwodzić na ten temat może lepiej ^^”
Powiem jedynie, że poziom wiedzy na jej temat jest w naszej klasie wysoki… ^^” Wazelinka dla Aluś-chan, co to odrabia prace domowe dla sporej grupy niedouczonych, biednych dzieciątek XD

Wazelinka dla wyżej wpomnianej za wprowadzanie do mego słownika kilku nowych określeń, które mnie denerwują jak nie wiem XDD

Za Cholerę Nie Mogę Zapamiętać, Kto To Śpiewa: Angelus

To samo za uświadomienie nieuświadomionej, że łatwo może sobie zafazować z gadającą przeglądarką… W końcu trochę techniki i człowiek się gubi, a okazuje się, że tak mało mu do fazy potrzeba… Toż to za pierwszym razem lepsze było, niż Sailor Moon Live Action XDDDD

Nie, ja nie jestem aż tak nienormalna, na jaką wyglądam ^^”

Utada Hikaru: First Love

A w ogóle to co ja tu robię o tej porze, kiedy to powinnam w łazience szorować ząbki, ubrana w gustowną piżamkę? Wyyyycieeeczka ^^ Do muzeum techniki zdaje się… Ale nie to jest najważniejsze. Ważne bowiem, że zbiórka jest o 11 ;P

A ponoć za niecałe dwa tygodnie jakaś zielona szkoła ma być… Będę miała przyjemny tydzień ^^ Szkoda tylko, że przed monitorem, nie w Niedzicy ^^”’

Ali Project: Aka to Kuro

To chyba tyle miałam do powiedzenia… Idę sprawdzić, czy już ostatni odcinek Inuyashy przetłumaczyli…

FAZA XDDD

Wypadało by coś napisać… O wakacjach na przykład. Bo jak wiadomo (powszechnie?), te dwa miesiące były dla mnie bardzo ekscytujące… ^^””’ Tyle wyjeżdzałam, i w ogóle… :P

Playlista gotowa, here we gooo! ^^

Myco: New Future (Full Moon wo Sagashite) ^^

Nawet ciekawie się składa, że akurat przy Full Moonie jesteśmy, bo warto by wspomnieć na początku o małych (?) zmianach na blogu. Taaaaaak, ja wiem, że „znowu” różowo – fioletowe toto, ale ja tego na prawdę nie robię specjalnie ^^” Co ja poradzę, że ładne obrazki zawsze są w tych kolorkach? Niby mogłabym przemalować, ale to zakrawa na świętokradztwo.

W ogóle to lay ten jest wynikiem nie czego innego, jak chwilowej mej fazy na… brushe XDD Zdaje się, że widać? Bo chyba trochę z nimi przesadziłam, ale nie mogłam się powstrzymać ^^” Te 5% graficzki przesądziło sprawę ;P

Do laya, jak to ja – podchodziłam ze 3 razy, po czym projekt porzucałam. Eh, leniiistwoo. A oczywiście po każdym porzuceniu i powróceniu za kilka dni to „coś” było tak tragiczne, że w ogóle odpadało… Taaaak, najlepszy sposób na laya to wyprodukowanie w tempie ekspresowym, bez przerw XDD

A w ogóle to widzę, że te fanlistingi tak faaaaajnie pasują… i w ogóle… truuudno, mooże być!

Megumi Hayashibara: Sakura Saku (Love Hina) ^^

Co ja takiego pożytecznego w te wakacje zrobiłam… Miałam, z tego co pamiętam, uczyć się rysować, czy mi się zdawało? ^^” Jeśli nawet miałam, to sprawa jest prosta – nie nauczyłam się i tyle ^^” Chociaż… niby stworzyłam 1 (słowem – jedną) prackę, co to mi się naaaawet podoba. Nie cała, ale większość ;P Dla zainteresowanych – featured na deviancie.

I nawet ruszyłam cztery litery na szkolne, wakacyjne kółko plastyczne. Efekt taki, nooo, nie bardzo ^^” Widać nie stworzona jestem do malowania różyczek… różowych zresztą… nie ja wybierałam ;P

Hitomi: I am (Inuyasha) ^^

I w ogóle to tylko siedzę w domu i oglądam… Pasowałoby powiedzieć, że głupoty, ale tego nie zrobię ;P Nooo, więc obejrzałam parę rzeczy, między innymi Full Moona (noo prawie, jestem przy końcu), Inuyashę (noo prawie, jeśli wierzyć w plotki, to jestem przy końcu :P), wczoraj zabrałam się za Ranmę. Ja, zdeklarowana przeciwniczka Rumiko Takahashi… Cóż, kobieta zmienną jest ^^”

I nie byłabym sobą oczywiście, gdybym z oglądania nie wyciągnęła wielu kolejnych ulubionych_pairingów_za_które_gotowam_życie_oddać. Ja, zdeklarowana przeciwniczka wszystkiego, co romantyczne. Patrz przypis wyżej.

Boa: Deeply ^^

A ostatnio ciągle mi net pada… I jeszcze mi wmawiają, że to ja DeCekiem zapycham. Tak naaaagle, mimo, że zawsze ściągałam tyle. A jak już net padnie, to siedzę i rozpaczam. Bo po co wykorzystać czas na napisanie recenzji czy zrobienie tłumaczenia (taaaak, ciągle tego samego ^^”)? W końcu wakacje mam!

No, ale wczoraj wieczorem podczas „pada” zajęłam się czym trzeba. Jak zwykle zostawiając w stanie surowym. Bo wkrótce dokończę. Hmm… ^^”’ Na myśl przywodzi mi to Bridget Jones… Pewnie skończę jak ona… Bo na pewno będę biedną, samotną 30-latką… ale cóż, jeszcze drugie tyle do tego czasu, poczekamy, zobaczymy ^^””

Megumi Hayashibara: 7 cm no Kyori ^^

Miałam czytać… Alchemika… Pielgrzyma… Świat Zofii… Neeeee… nie przebrnę, wolę też nie ryzykować stania się (pseudo?)natchnioną po ich lekturze :P

Zamiast tego sięgnęłam po dzieła równie ambitne… Z książek, których do tej pory nie czytałam (tzn książek, które do mnie nie należą, ale jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności znalazły się w moim domu – do bibliotek nie chadzam, niektórzy wiedzą dlaczego XDDD) pochłonęłam Wyznania Gejszy, które rodzicielka „sobie” pożyczyła. A tak to jak mi się nudziło, brałam to, co mi w łapki wpadło i czytałam po raz kolejny. Poszła między innymi wyżej wspomniana Jones, wraz z (nie śmiać się XDDD) wszelkimi dostępnymi Aniami ze Wzgórz i innych Brzegów, Małymi Księżniczkami, na Królestwach Złotych Łez i Słońcach, co to kiedyś bogami były kończąc. Ukulturalniam się XDD

Megumi Hayashibara *chluuuust* Kappei Yamaguchi: China Kara No Tegami (Ranma 1/2) ^^

And last, but not least, jestem na własnym kompie wreszcie ^^ Łiiii, i jeszcze nic się nie zdążyło popsuć, a rzekomy wirusik sam się wyleczył albo co, bo go nie ma. Widać nigy nie było, a ja przewrażliwiona jestem :P

BoA: Every Heart aka Katuś no Meguru, meguruuu (Inuyasha) ^^

Nyoo, to tyle chyba… w ogóle to muszę się zacząć oduczać tej nowomowy, co mi się sama wypracowała ostatnio ^^” Bo jako jakiś pokemon skończę jeszcze ^^””””

Łiiiii, Ranma, odcinek 9 już na dysku ^^ Idę oglądać ^___^

Meguru meguuuruuu toki no nakadeeee
Bokutachi wa ai wo sagashiteiruuuuu ^_____^

Tak, zdecydowanie ulubiona piosenka :P


  • RSS